piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 1

          Rok 2008
Opadłam jak długa na łóżko. Byłam wycieńczona. Mówiłam Wam, że gram w Budowlanych? Nie? To teraz mówię. Oczywiście na razie gram w w juniorskiej drużynie. Jestem podstawową atakującą. Iga gra w tej samej drużynie tylko na pozycji rozgrywającej. Wojtek gra w  Andrychowie i świetnie mu idzie. Nagle Dobrowolska wparowała do mojego pokoju.
- Chodź idziemy na zakupy- powiedziała podekscytowana
-Ale po co?- mruknęłam. Od nigdy nie lubiłam chodzić po sklepach
-Bo sukienkę dla Ciebie
-Dla mnie?
-No tak
-Mam pełno kiecek- powiedziałam podchodząc do szafy. Wyciągnęłam czarną, różową i kremową.
-Czarna- pogrzeb, różowa- za mała, kremowa- ślub, a my potrzebujemy czegoś na Imprezę
-Imprezę? Gdzie? Kiedy?- pytałam
- Za 2 dni jest impreza. Nie powiem gdzie - puściła mi oczko.
-Ok. Daj mi chwile ubiorę  się  i umaluje.


-No i jak? - spytała Dobrowolska
-Ta nie. Za krótka- skrzywiłam się oddając jej czarną sukienkę
-Dobra. Przymierz te dwie- podała mi następne ubrania
-Jejkuu. Jakie cuda. Są śliczne
-Przymierzaj- rozkazała i się zaśmiała. Szybko ubrałam pierwszą a potem drugą. Nie mogłam się zdecydować, którą wsiąść, więc kupiłam obie.
- Jeszcze buty- stwierdziła Iga. Tylko przytaknęłam. Poszłyśmy do sklepu z obuwiem i wybrałyśmy dwie pary tworząc dwie cudne kreacje. A oto one: 

Trochę zastanawiało mnie, że Iga nic sobie nie kupiła.
-A ty masz już sukienkę na imprezę?- spytałam
-Nie...-
-To czemu nie mówiłaś? Idziemy szukać czegoś dla Ciebie- powiedziała i pociągnęłam ją za rękę. Po 2 godzinach stworzyłyśmy dla Dobrowolskiej taki zestaw:
-Idziemy na kawę?- zapytałam
-Pewnie-

Następny dzień minął nam szybko. Pewnie dlatego, że graliśmy ważny mecz. Wygraliśmy 3:1, a nagroda MVP otrzymała nasza przyjmująca, Partycja za którą nie przepadałam. Zresztą z wzajemnością. Była na mnie zła, bo kiedy przyszłam do klubu od razu powiedziałam jej co o niej myślę. Była wytapetowaną lalunią z tlenionymi włosami.
-Zuza jest sprawa- poklepała mnie po ramieniu Iga
-Jaka?-
-Nie idę na imprezę, bo Karol zaprosił mnie na kolacje do jego rodziców. Przykro mi...-
-No spoko, nie martw się. Tylko gdzie jest ta impreza?
-W Bełchatowie, w domu Włodiego. Robi parapetówe-
-Ok- uśmiechnęłam się.

Od rana byłam zabiegana. Trener odpuścił dzisiejsze treningi dzięki czemu wstałam po 11. Zjadłam powoli śniadanie, po którym wskoczyłam pod prysznic. Dokładnie namydliłam ciało oraz włosy. Wychodząc z łazienki zauważyłam, że było już po 12. Zaniepokoiłam się, bo miałam tylko 4 godziny. Na szczęście po kwadransie przyszła Dobrowolska.
Iga zrobiła mi fryzurę i makijaż. Gdyby nie była siatkarką spokojnie mogłaby być fryzjerką. Potrafiła z włosów wyczarować cuda. Zrobiła mi jeszcze makijaż, a efekt końcowy był oszałamiający.
-Iga jesteś cudowna!- przytuliłam ją- tylko którą sukienkę?- zapytałam
-Według mnie tą bez ramiączek i te ciemne szpilki. Facetom szczęka opadnie- puściła mi oczko.
-Tak, tak- odpowiedzialna ironicznie.
-Dobra. Miśka leć już, bo się spóźnisz- Dobrowolska wręcz wyrzuciła mnie z mojego mieszkania. Zaśmiałam się i zeszłam w kierunku samochodu. Będąc na klatce....

1 komentarz:

  1. No nie, kończyć w takim momencie! :(
    Świetny rozdział! :)
    Czekam na następny ;)
    Pozdrawiam + zapraszam do siebie ---> http://wszytskoodnowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń