---Perspektywa
Wojtka (oparta na opowiadaniach chłopaka z całego zdarzenia)---
Lekarze nie dawali nadziei… Zuzia mogła już
nigdy nie zawitać wśród żywych. Jej serce mogło nagle odmówić wysiłku i nawet
kilka razy próbowało, lecz lekarze cały czas nakłaniali je do morderczej pracy.
Kiedy tylko mogłem siedziałem z Szymańską i do niej mówiłem. Opowiadałem jej o
wszystkim. Począwszy od tego, co dzieje się w klubie skończywszy do tematu o
pogodzie za oknem. Doktorzy przekonywali mnie żebym cały czas do niej mówił,
żeby ona czuła moją obecność. To była jej decyzja czy zostać na świecie czy
jednak się z nim pożegnać. W końcu straciłem nadzieję. Chodziłem do Zuzki, a
byłem myślami gdzie indziej. Iga bywała bardzo często w przeciwieństwie do
rodziców. Nie chodziło o to, że nie chcieli tylko po prostu nie mogli
codziennie przyjeżdżać do niej z domu. Jednak starali się odwiedzać ją podczas
weekendów.
Po jakimś czasie i ja przyjeżdżałem tylko w
sobotę. Wznowiłem treningi i ciągle musiałem być w Andrychowie. W moim życiu
stery przejęła rutyna. Codziennie tak samo. Wstać. Jeść. Trenować. Jeść. Spać. I
tak na okrągło. Zaczynało mnie to
dobijać, aż do jednego telefonu w ciągu nocy.
-Halo?- spytałem zaspany
-Witam. Panie Wojtku proszę niezwłocznie
przyjechać do szpitala. – powiedział. Głos doktora nic nie wyrażał
-Dobrze. Czy Zuza się wybudziła?- zapytałem z
nadzieją
-Dowie się pan wszystkiego na miejscu. Bezpiecznej
podróży i do zobaczenia- rozłączył się
Szybko ubrałem jakieś czyste dresy i t-shirt. Będąc na klatce
zauważyłem, że jestem w kapciach.
-Niech to szlag- powiedziałem pod nosem – w aucie
zastępczym mam jakieś buty. Wsiadłem do samochodu, zapiąłem pasy i wyjechałem z
parkingu.
Po trzech godzinach zupełnie niebezpiecznej
jazdy byłem w szpitalu. Modliłem się w duchu żeby żadem fotoradar ani inne
urządzenie nie wyhaczyło mojego piractwa drogowego. Wbiegłem do szpitala nawet
nie parząc na recepcje, przy której zawsze musiałem się zatrzymać żeby podać
swoje dane osobowe. Pielęgniarka pokiwała tylko głową i wskazała miejsce
gabinetu lekarza. Podziękowałem skinieniem głowy i pobiegłem do lekarza mojej
ukochanej. Lekarz stał przed własnym gabinetem i czekał na kogoś. Prawdopodobnie
na mnie. Podałem mu rękę i poprosiłem o dokładne wytłumaczenie tego nocnego
telefonu.
- Przepraszam, że nie powiedziałem panu od
razu, ale pacjentka wybudziła się. Pomyślałem, że chce pan być w takiej chwili
razem z nią. Tylko może niech Pan pójdzie do bufetu by wypić kawę, bo wyglądasz
niezbyt interesująco- powiedział z uśmiechem. Szybko podziękowałem i
skierowałem się w stronę bufetu. Szybko wypiłem kawkę i zjadłem jabłecznik. W
trakcie kierowania się do sali Szymańskiej wstąpiłem do toalety. Przepłukałem twarz
i zmierzwiłem ręką włosy. Popatrzyłem w lustro. Rzeczywiście wyglądałem niezbyt
fajnie. Worki pod oczami, niewyspana twarz mogła odstraszać ludzi. Wyszedłem
łazienki i ponownie ruszyłem w stronę izolatki, w której leżała moja dziewczyna
<3. Przez szybę zobaczyłem ją. Była taka niewinna, spokojna i urocza. Uwielbiałem
patrzeć jak śpi niestety dotychczas nie miałem ku temu okazji. Mieszkaliśmy na
dwóch różnych krańcach Polski, jeszcze siatkówka oboje ją kochamy, ale dla
dobra Zuzi porzuciłbym ją. Byłoby to trudna decyzja, lecz gdy trzeba nie myśli
się o przyszłości. Nagle powieki ZuZu otworzyły się. Spojrzała w mój stronę i
delikatnie się uśmiechnęła. Ubrałem specjalny płaszcz i pospiesznie udałem się
do dziewczyny. Od razu namiętnie ją pocałowałem i zacząłem jej wszystko
opowiadać. Niestety Szymańska nie mogła mówić, ponieważ w gardle miała jakąś rurkę
pomagającą jej oddychać, ale mi to nie przeszkadzało. Mogliśmy siedzieć w ciszy
a i tak się rozumieliśmy. Wystarczyło mi tylko żywej „jej” obecność. W końcu po
trzech tygodniach mogłem patrzeć w jej lazurowe oczy, mogłem posmakować jej
wiśniowych ust, które codziennie smarowała pomadką o smaku właśnie tego owocu.
I tylko dzięki takim błahostką ten dzień stał się lepszy. Znowu do mojego życia
weszła ona.
Moja Zuzanna, którą mocno kocham i postaram się nigdy nie
skrzywdzić. Tak, ja Wojciech Julian Włodarczyk kocham tą szalona blondynkę z
niezwykłymi pomysłami, nieziemskimi paczadłami, pięknym, szerokim uśmiechem,
którą zwą Zuzanną Szymańską. Położyłem głowę na jej kolanach i wyszeptałem dwa
proste słowa, które znaczą dla nas tak wiele. Te dwa proste słowa brzmią „Kocham
Cię”. Szymańska uśmiechnęła się do mnie, pocałowała w czoło i zaczęła
głaskać moje włosy. Wtedy czułem się naprawdę dobrze. Miałem najważniejszą
osobę w moim życiu, czego chcieć więcej? Z takim uczucie zasnąłem.
----------------------------------------------------
No to tak. ;)
ten rozdział ponownie dedykuje Agnieszce i dziękuje jej za komentarz. następny pojawi się jutro lub pojutrze.
Komuntujcie! :D
Do następnego,
ZwŚ
Trafiłam tu przez koleżankę *,*
OdpowiedzUsuńJejku jakie to jest cudowne <3
Co mnie rozwala.Gdzie wpadnę na bloga o Wojtuchu zawsze ale to zawsze jest Zuza :"D
Pozdrawiam serdecznie :*
Ps Jeśli jesteś chętna to zapraszam do mnie :* http://siatkarskieemocjesiatkarskiedylematy.blogspot.com/
Nie moja wina, że też mam na imię Zuza a nie mogłam innego wybrać :D. Postaram wpaść do Ciebie. Jeszcze dzisiaj dodam 5!
UsuńCałuski i do następnego *-*
Ledwo wczoraj zdążyłam przeczytać 3-kę a tu dziś patrzę i jest czwóreczka ;*dziękuję Ci po raz kolejny za dedykację i to tak cudownego rozdziału ;* muszę Ci przyznać, że rozkręcasz się z rozdziału na rozdział i każda kolejna twoja twórczość na tym blogu jest lepsza od poprzedniej <3 no i masz szczęście, że ZuZu się wybudziła i, że Włodiemu nic się nie stało :)) mam nadzieję, że teraz będą już ze sobą szczęśliwi, chociaż znając życie pewnie wystąpią jeszcze jakieś komplikacje ale to tylko uczyni to opowiadanie jeszcze ciekawszym ;*
OdpowiedzUsuńWeny życzę i gorąco pozdrawiam :D
Buziaki Kochana ;*
Wena się przyda :'D. Dzięki bardzo i dzisiaj też powinien pojawić się rozdział ;*
UsuńCałuski *-*
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń