czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 4

---Perspektywa Wojtka (oparta na opowiadaniach chłopaka z całego zdarzenia)---


Lekarze nie dawali nadziei… Zuzia mogła już nigdy nie zawitać wśród żywych. Jej serce mogło nagle odmówić wysiłku i nawet kilka razy próbowało, lecz lekarze cały czas nakłaniali je do morderczej pracy. Kiedy tylko mogłem siedziałem z Szymańską i do niej mówiłem. Opowiadałem jej o wszystkim. Począwszy od tego, co dzieje się w klubie skończywszy do tematu o pogodzie za oknem. Doktorzy przekonywali mnie żebym cały czas do niej mówił, żeby ona czuła moją obecność. To była jej decyzja czy zostać na świecie czy jednak się z nim pożegnać. W końcu straciłem nadzieję. Chodziłem do Zuzki, a byłem myślami gdzie indziej. Iga bywała bardzo często w przeciwieństwie do rodziców. Nie chodziło o to, że nie chcieli tylko po prostu nie mogli codziennie przyjeżdżać do niej z domu. Jednak starali się odwiedzać ją podczas weekendów.

Po jakimś czasie i ja przyjeżdżałem tylko w sobotę. Wznowiłem treningi i ciągle musiałem być w Andrychowie. W moim życiu stery przejęła rutyna. Codziennie tak samo. Wstać. Jeść. Trenować. Jeść. Spać. I tak na okrągło.  Zaczynało mnie to dobijać, aż do jednego telefonu w ciągu nocy.
-Halo?- spytałem zaspany
-Witam. Panie Wojtku proszę niezwłocznie przyjechać do szpitala. – powiedział. Głos doktora nic nie wyrażał
-Dobrze. Czy Zuza się wybudziła?- zapytałem z nadzieją
-Dowie się pan wszystkiego na miejscu. Bezpiecznej podróży i do zobaczenia- rozłączył się
Szybko ubrałem jakieś czyste dresy i t-shirt. Będąc na klatce zauważyłem, że jestem w kapciach.
-Niech to szlag- powiedziałem pod nosem – w aucie zastępczym mam jakieś buty. Wsiadłem do samochodu, zapiąłem pasy i wyjechałem z parkingu.

Po trzech godzinach zupełnie niebezpiecznej jazdy byłem w szpitalu. Modliłem się w duchu żeby żadem fotoradar ani inne urządzenie nie wyhaczyło mojego piractwa drogowego. Wbiegłem do szpitala nawet nie parząc na recepcje, przy której zawsze musiałem się zatrzymać żeby podać swoje dane osobowe. Pielęgniarka pokiwała tylko głową i wskazała miejsce gabinetu lekarza. Podziękowałem skinieniem głowy i pobiegłem do lekarza mojej ukochanej. Lekarz stał przed własnym gabinetem i czekał na kogoś. Prawdopodobnie na mnie. Podałem mu rękę i poprosiłem o dokładne wytłumaczenie tego nocnego telefonu.

- Przepraszam, że nie powiedziałem panu od razu, ale pacjentka wybudziła się. Pomyślałem, że chce pan być w takiej chwili razem z nią. Tylko może niech Pan pójdzie do bufetu by wypić kawę, bo wyglądasz niezbyt interesująco- powiedział z uśmiechem. Szybko podziękowałem i skierowałem się w stronę bufetu. Szybko wypiłem kawkę i zjadłem jabłecznik. W trakcie kierowania się do sali Szymańskiej wstąpiłem do toalety. Przepłukałem twarz i zmierzwiłem ręką włosy. Popatrzyłem w lustro. Rzeczywiście wyglądałem niezbyt fajnie. Worki pod oczami, niewyspana twarz mogła odstraszać ludzi. Wyszedłem łazienki i ponownie ruszyłem w stronę izolatki, w której leżała moja dziewczyna <3. Przez szybę zobaczyłem ją. Była taka niewinna, spokojna i urocza. Uwielbiałem patrzeć jak śpi niestety dotychczas nie miałem ku temu okazji. Mieszkaliśmy na dwóch różnych krańcach Polski, jeszcze siatkówka oboje ją kochamy, ale dla dobra Zuzi porzuciłbym ją. Byłoby to trudna decyzja, lecz gdy trzeba nie myśli się o przyszłości. Nagle powieki ZuZu otworzyły się. Spojrzała w mój stronę i delikatnie się uśmiechnęła. Ubrałem specjalny płaszcz i pospiesznie udałem się do dziewczyny. Od razu namiętnie ją pocałowałem i zacząłem jej wszystko opowiadać. Niestety Szymańska nie mogła mówić, ponieważ w gardle miała jakąś rurkę pomagającą jej oddychać, ale mi to nie przeszkadzało. Mogliśmy siedzieć w ciszy a i tak się rozumieliśmy. Wystarczyło mi tylko żywej „jej” obecność. W końcu po trzech tygodniach mogłem patrzeć w jej lazurowe oczy, mogłem posmakować jej wiśniowych ust, które codziennie smarowała pomadką o smaku właśnie tego owocu. I tylko dzięki takim błahostką ten dzień stał się lepszy. Znowu do mojego życia weszła ona. 
Moja Zuzanna, którą mocno kocham i postaram się nigdy nie skrzywdzić. Tak, ja Wojciech Julian Włodarczyk kocham tą szalona blondynkę z niezwykłymi pomysłami, nieziemskimi paczadłami, pięknym, szerokim uśmiechem, którą zwą Zuzanną Szymańską. Położyłem głowę na jej kolanach i wyszeptałem dwa proste słowa, które znaczą dla nas tak wiele. Te dwa proste słowa brzmią „Kocham Cię”. Szymańska uśmiechnęła się do mnie, pocałowała w czoło i zaczęła głaskać moje włosy. Wtedy czułem się naprawdę dobrze. Miałem najważniejszą osobę w moim życiu, czego chcieć więcej? Z takim uczucie zasnąłem.

----------------------------------------------------
No to tak. ;)
ten rozdział ponownie dedykuje Agnieszce i dziękuje jej za komentarz. następny pojawi się jutro lub pojutrze. 
Komuntujcie! :D
Do następnego, 
ZwŚ

5 komentarzy:

  1. Trafiłam tu przez koleżankę *,*
    Jejku jakie to jest cudowne <3
    Co mnie rozwala.Gdzie wpadnę na bloga o Wojtuchu zawsze ale to zawsze jest Zuza :"D
    Pozdrawiam serdecznie :*

    Ps Jeśli jesteś chętna to zapraszam do mnie :* http://siatkarskieemocjesiatkarskiedylematy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie moja wina, że też mam na imię Zuza a nie mogłam innego wybrać :D. Postaram wpaść do Ciebie. Jeszcze dzisiaj dodam 5!
      Całuski i do następnego *-*

      Usuń
  2. Ledwo wczoraj zdążyłam przeczytać 3-kę a tu dziś patrzę i jest czwóreczka ;*dziękuję Ci po raz kolejny za dedykację i to tak cudownego rozdziału ;* muszę Ci przyznać, że rozkręcasz się z rozdziału na rozdział i każda kolejna twoja twórczość na tym blogu jest lepsza od poprzedniej <3 no i masz szczęście, że ZuZu się wybudziła i, że Włodiemu nic się nie stało :)) mam nadzieję, że teraz będą już ze sobą szczęśliwi, chociaż znając życie pewnie wystąpią jeszcze jakieś komplikacje ale to tylko uczyni to opowiadanie jeszcze ciekawszym ;*
    Weny życzę i gorąco pozdrawiam :D
    Buziaki Kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wena się przyda :'D. Dzięki bardzo i dzisiaj też powinien pojawić się rozdział ;*
      Całuski *-*

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń